O mnie

Zapraszam do przeczytania mojej krótkiej historii.


Cześć mam na imię Adrian, pochodzę z Gdyni. Moją pasją od zawsze były zwierzęta. Z biegiem czasu całą uwagę poświęciłem psom, których postrzeganie życia wywoływało we mnie fascynację i chęć zgłębiania wiedzy o ich świecie, który niby ten sam, co nasz, a jednak zupełnie inny.


Urodziłem się w Gdyni 10 sierpnia 1990 roku. Mając 12 lat okazało się, że pasjonują mnie zwierzęta.

Pewnego razu znalazłem małe kociaki na śmietniku, którymi razem z kolegą z podwórka postanowiłem się zaopiekować. Najprawdopodobniej ktoś znalazł je w swojej piwnicy i postanowił się ich pozbyć.

Przygotowaliśmy im legowisko w piwnicy, karmiliśmy, zapewniliśmy opiekę na tyle na ile potrafiliśmy. Nim się obejrzeliśmy urosły duże i silne, po czym trafiły do dobrych domów w tym jeden został u mnie a drugi u kolegi.


Gdy miałem 14 lat moi rodzice zdecydowali się na psa. Byłem najszczęśliwszym chłopcem na świecie. Znaleźliśmy ogłoszenie w anonsach, był to owczarek niemiecki. W taki o to sposób trafiła do nas czteromiesięczna suczka, którą nazwaliśmy Saba. Był to mój pierwszy pies, za którym bardzo tęsknię. Niestety w wieku 10 lat zaczęła chorować i po długim leczeniu skończyło się to jej śmiercią.


Po tej tragedii długo myślałem o jej życiu u nas, czy było one najlepsze jakie mogła mieć. Uświadomiłem sobie, że braki w wiedzy o postępowaniu z psem spowodowały, że miała gorsze życie niż te, na jakie zasługiwała. Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ona postrzega to wszystko, jakie ma potrzeby, jak wiele z nich nie było zaspokajane.

Postanowiłem sobie wtedy, tamtego dnia, że każdy kolejny pies jakiego opiekunem się stanę, będzie miał takie życie, jakie powinien mieć każdy pies. Pełne wrażeń, wzajemnego szacunku, przywiązania, zrozumienia i miłości. Bo tylko pies, którego potrzeby są zaspokojone może wieść szczęśliwe życie, na jakie zasługuje.

To jest powód powstania tego bloga. Przypadek mojej Saby nie jest odosobniony, miliony zwierząt cierpi na świecie. Jedne w milczeniu inne nie. Moim celem stało się uświadamianie ludziom, którzy chcą wszystkiego co najlepsze dla swoich zwierząt, jak tego dokonać i pokazanie jak ja tego dokonałem.

Po śmierci Saby zacząłem chłonąć wiedzę z książek i Internetu, oraz wszystkich inny źródeł informacji o psim życiu.


Gdy wydawało mi się że jestem gotowy na kolejnego psa, postanowiłem z rodziną, że już czas. W taki o to sposób adoptowaliśmy małego kundelka, którego nazwaliśmy Aira. Okazało się, że ta mała kulka jest diabłem wcielonym, wszędzie było jej pełno, gryzła co popadnie, istny wulkan energii.


Po przeczytaniu kilku książek byłem pewien, że poskromienie tego niepozornego psa nie sprawi mi trudu. Niestety jak się okazało później, byłem w błędzie. Metoda, którą stosowałem, była poparta teorią dominacji, wiązało się to z przymuszaniem psa, co w większości przypadków kończyło się porażką.

Bardzo bolało mnie to że pies, którego przygarnęliśmy po to żeby go kochać i zapewnić lepsze życie, był zmuszany do robienia rzeczy których wcale nie chciał. Musiałem przemyśleć sprawę na nowo i znaleźć sposób na lepszą relacje. Przełom w końcu nastąpił. Zajęło mi to sporo czasu, spędziłem masę czasu na poukładaniu sobie tego wszystkiego i udało mi się.

Musiałem zrozumieć jakimi prawami pies się kieruje, nauczyć się słuchać tego co nam mówi, bo mówi i to wiele, nasz problem polega na tym że nie potrafimy tego usłyszeć. Gdy w końcu zrozumiałem w jakim kierunku podążać, udało mi się nawiązać więź zbudowaną na pozytywnych doznaniach a nie przymusie i krzyku, który ostatecznie przynosi tylko ból.

Gdy Aira miała osiem miesięcy i wszystko pięknie się układało doszliśmy do wniosku że jeden pies to tyle radości, więc dlaczego by nie mieć dwóch 🙂


Adoptowaliśmy drugiego psa, sześcioletniego owczarka niemieckiego po przejściach o imieniu Max. Jeśli interesuję Cię dalszy ciąg wydarzeń zostań ze mną i śledź mojego bloga. Gwarantuję, że nie będzie to stracony czas.